Soundrive Live

Fertile Hump - "Kiss Kiss or Bang Bang"

Dla wszystkich marzących o wyjeździe na południe Stanów Zjednoczonych, którzy z jakichś powodów nie mają na to na razie szans, mam pocieszenie. Klimat tego regionu jest na wyciągnięcie ręki, bo oto światło dzienne ujrzała najnowsza płyta rodzimego Fertile Hump. Przy tej muzyce nadchodząca jesień zapowiada się bardzo słonecznie.

Moja przygoda z Fertile Hump - jak każda dobra znajomość - zaczęła się całkiem przypadkowo. Trafiłem na nich podczas koncertu w gdańskiej Ziemi w maju tego roku, choć właściwie poszedłem tam dla Wild Books. Wcześniej zrobiłem mały research, posłuchałem debiutanckiego "Dead Heart" stołecznej grupy, ale głowę miałem czystą i gotową na to, by poznać coś nowego. To, co usłyszałem spodobało mi się tak bardzo, że "Dead Heart" dość regularnie zaczęło wybrzmiewać na domowych głośnikach, a ja nie mogłem doczekać się nowej płyty.

 

Z poprzednią miałem lekki problem, bo o ile podobały mi się kawałki, to nie do końca oddawały to, co usłyszałem na żywo. Wiadomym jest, że muzyka na koncercie, to coś innego niż muzyka w studiu, ale w tym wypadku inaczej znaczyło minimalnie gorzej z korzyścią dla występu na żywo. Nie wiem dlaczego, ale Fertile Hump nie udało się oddać tej bardzo pozytywnej energii podczas ich poprzedniej wizyty w Mustache Ministry Studio, gdzie zarejestrowali obydwa albumy. Na szczęście na "Kiss Kiss or Bang Bang" już się to udało.

 

Fertile Hump tworzą Magda Kramer (gitara, wokal), Tomek Szkiela (gitara, wokal) oraz Maciek Misiewicz (perkusja). Grają muzykę inspirowaną blues rockiem, ale w mocno garażowym, organicznym wydaniu. Właściwie taki krótki opis wystarczy, bo diabeł tkwi w szczegółach, które czynią to trio tak bardzo charakterystycznym. Przede wszystkim wyjątkowy wokal Magdy. Tom Waits może się schować, dosłownie. Niemniej ciekawy jest także głos Tomka i fakt, że dobrze współgra z barwą głosu koleżanki z zespołu. Poza tym mamy tu wzajemnie uzupełniające się gitarowe partie oraz pozostającą z nimi w symbiozie perkusję, która nie szarżuje przesadnie, wprowadza subtelnie bujający klimat. Dodajmy do tego zaangażowane, mądre teksty, świetny akcent i bijącą od ich gry szczerość oraz zwykłą, a przecież nie zawsze obecną w muzyce, radość.

 

Na "Kiss Kiss or Bang Bang" Fertile Hump dorzucili wszystko, co wymieniłem, dopracowali swój styl i przede wszystkim nagrali świetne kawałki. Otwierający, singlowy utwór tytułowy zaskakuje pozytywną melodią i partią gitary oraz mocną deklaracją w tekście (If you believe living here for the whole of your life / Makes you a better man / Alright. / But I don't. / Kiss, kiss or bang, bang / It's on you, mister, 'cause I won't shoot first). W pozostałych utworach zespół pozostaje zresztą nie mniej zaangażowany. Świetnie opisuje "zwykłe życie zwykłych ludzi", ale i sprawy, które uwierają pewnie niezbyt lotne środowiska. I tak w jednej z moich ulubionych kompozycji na płycie, balladzie z pogranicza americany i bluesa, "Wise Men" mamy odniesienie do sławnej, "tęczowej sprawy". Taki "Strive for More", zaśpiewany z pasją przez Tomka, opowiada za to historię pewnej dziewczyny, której otoczenie zamiast pomóc rozwinąć skrzydła, to je podcięła. Takich przykładów jest tu cała masa. Każdy z utworów to nowa opowieść, która czasami ma nas przed czymś przestrzec ("Vultures"), innym razem bierze na warsztat międzyludzkie relacje ("Double Standard"), a zdarza się też, że jest po prostu historią o złamanym, nieudanym życiu ("Lost and lonely").

 

Przepraszam za tak oklepany tekst, ale Fertile Hump po prostu bluesa czują. Wracają do korzeni tej muzyki; są blisko ludzi, ich problemów, blisko życia. Muzycznie dodają do tego garażowe brzmienie, a same kompozycje są rozpisane wręcz perfekcyjnie. Wszelkie zwolnienia, gitarowe podmianki i oba wokale oraz perkusja wydają się stanowić jedność. Uprawiany przez siebie styl mają w jednym palcu, ale ważniejsze jest ich wyczucie. Przekonują zarówno w tych szybszych, bardziej gitarowych numerach ("Double Standards", "Old Soul", "Strive for More"), jak i wolniejszych, gdzie główną rolę odgrywa klimat i brzmieniowe smaczki ("Wise Man", "Yeah Right", "Lost and Lonely"). Najbardziej cieszy, że udało im się to przenieść na płytę i opowiedzieć przy tym tak wiele ciekawych - muzycznie i tekstowo - historii. Aż nie chce się z tego południa wyjeżdżać.


wydanie własne/2018


Oddaj swój głos:


NAJNOWSZE RECENZJE

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2018 Soundrive