Soundrive Live

5 płyt: Bartosz Hervy (Blindead)

 

2018 rok jest wyjątkowym dla zespołu Blindead - właśnie mija dekada od premiery ich drugiego, przełomowego albumu "Autoscopia / Murder in Phazes". To właśnie na nim po raz pierwszy zagrał Bartosz Hervy i właśnie w tym składzie (z Patrykiem Zwolińskim, Markiem Zielińskim i Piotrem Kawalerowskim - muzykami niewystępującymi już z zespołem - a także z Mateuszem Śmierzchalskim i Konradem Ciesielskim) na początku listopada odbędą się dwa koncerty jubileuszowe.

Hervy nie jest związany wyłącznie ze sceną metalową. To twórca imprez firmowanych jako TOG (dawniej Temple of Goths), czyli jednego z najstarszych cyklów spotkań z muzyką dark independent w Polsce. Wcześniej współtworzył synthpopowe Agonised by Love, nagrał solowy album jako Hrv., jest współkompozytorem części utworów Justyny Steczkowskiej z albumu "Anima", a wraz z Jarosławem Kubickim stworzył audiowizualny projekt Rumours About Angels. Dodajmy do tego jeszcze imprezy spod szyldu Walka Dekad, gdzie można usłyszeć największe przeboje lat 80. i 90., a powstaje obraz osoby o szerokich horyzontach muzycznych. Czego więc słucha Hervy? Przekonaliśmy się o tym podczas kolejnej wizyty w Epic Shopie.

Therapy? - "Infernal Love"

Wolałbym, żeby to było "Troublegum", czyli wcześniejsza płyta, ale ten zespół bardzo mocno kojarzy mi się z pierwszymi latami liceum i pierwszymi latami MTV w Polsce. Nie MTV Polska, tylko MTV nadawanego na satelitach w Polsce. Mieszkałem wtedy na Zaspie [dzielnica Gdańska - przyp. red.], mieliśmy tam jedną z pierwszych osiedlowych telewizji kablowych i często oglądałem cykl MTV Fresh, gdzie puszczano numer "Screamager". Kiedy go zobaczyłem, od razu oszalałem. Miałem wtedy okres pseudo punkowy, który trwał jakieś trzy miesiące. Później wszedłem mocniej w brzmienia depresyjno-metalowe, ale właśnie w tym krótkim czasie poznałem Therapy? i kojarzyłem ich jako muzykę energiczną, a jeżeli wsłuchacie się w teksty - szczególnie na "Troublegum" - to faktycznie mogą docierać do piętnastoletniego chłopaka jako smutne, dołujące, pełne buntu i niezrozumienia siebie, świata, własnego wyglądu, tego, jak to wszystko się zmienia... bo dojrzewanie to jest jednak straszny okres [śmiech]. Później, kiedy to sobie przypominamy, śmiejemy się, ale wtedy wcale nie jest śmiesznie. Wtedy nas strasznie targa i "Troublegum" właśnie z tym mi się kojarzy. Ostatnio zresztą przypomniałem sobie tę płytę - miałem parę wycieczek do Gdyni na rowerze, a zaczęła się jesień i "Troublegum" doskonale pasowało do energicznej, szybkiej jazdy.

 

Z kolei na "Infernal Love" jest kawałek "Diane", który uważam za totalną ciekawostkę w dyskografii Therapy?, przede wszystkim dlatego, że słychać tam smyki. Jest to dość częsty zabieg w muzyce Therapy?, ale tutaj w zasadzie smyki grają... pierwsze skrzypce [śmiech]. Teledysk jest fantastyczny. Kiedy pierwszy raz go zobaczyłem, zatkało mnie. Totalnie moja estetyka. To, co się tam dzieje i jak to wygląda, to milion dolarów. Na pewno duże inspiracje Davidem Lynchem.

Peter Gabriel - "Up"

Dla mnie najlepsza płyta Petera Gabriela. Uwielbiam jego muzykę, ale "Up" dotarło do mnie z mnożnikiem sto w porównaniu do innych płyt. Kocham tutaj każdy dźwięk i rozumiem proces powstawania tej płyty, a powstawała osiem albo dziewięć lat. Peter Gabriel nie śpieszył się wtedy za bardzo, a teraz właściwie już w ogóle się nie spieszy.

 

To mroczna, ciekawa, cudowna płyta, ma dużo dźwięków, dużo faktur... To jedna z najlepszych płyt, jeżeli chodzi o faktury. Promował ją singiel "The Barry Williams Show", który tak naprawdę w ogóle nie odkrywa tego, co jest na tej płycie, bo to typowy, singlowy Peter Gabriel, o ile w ogóle w jego przypadku można mówić o jakimś schemacie. Cała płyta jest natomiast totalnym odjazdem, a do niej koniecznie trzeba zobaczyć DVD "Growing Up", które uważam za jedno z najlepszych koncertowych DVD, jakie w życiu widziałem.

Röyksopp - "The Understanding"

Na tej płycie jest chyba najpopularniejszy z ich utworów - "What Else is There?", gdzie śpiewa Karin Dreijer z The Knife. To najbardziej znany album Röyksopp, dzięki niemu sam ich poznałem.

 

Uwielbiam "Only This Moment" - idealny utwór do słuchania o czwartej rano na plaży, pod koniec czerwca, kiedy wstaje słońce. Można go przesłuchiwać w nieskończoność. Od tej płyty łykam całą dyskografię Röyksopp. Uwielbiam przede wszystkim głos Robyn, ale jest tam też Susanne Sundfør. To dla mnie zdecydowanie najlepszy zespół elektroniczny... jak na razie i mam nadzieję, że tego nie spierdolą [śmiech].

Editors - "The Back Room"

To pierwsza płyta Editors i według mnie najsłabsza, ale wybrałem ją dlatego, bo ten zespół jest teraz dla mnie bardzo ważny. Kiedy usłyszałem "The Weight of Your Love", natychmiast zostałem oczarowany. Tam jest wszystko, czego potrzebuję - zajebista elektronika, świetna sekcja rytmiczna, utwory z jednej strony popowe, z drugiej dużo alternatywy. Nie jest to muzyka, która poleci na przykład o jedenastej rano w radiu Zet dla pań na poczcie, bo raczej nie zrozumieją tego klimatu i będą wolniej przybijać znaczki.

 

Jeżeli ktoś jeszcze nie słyszał Editors, to polecam zacząć od płyty "In Dream" i cofać się. Mi polecił ich Void z Deathcamp Project i Undertheskin, zrzucił mi płytę "The Back Room" w empetrójce i powiedział: Bartosz, posłuchaj tego. To ci się na pewno spodoba. Nie spodobało mi się w ogóle [śmiech]. Długo leżało i nadal nie jestem przekonany do tej płyty, ale trzy ostatnie albumy to magia i w zasadzie zdominowały u mnie cały wrzesień.

A Perfect Circle - "Mer de Noms"

Poznałem ich bardzo późno, tak naprawdę dwa lata temu, co jest dziwne... Oczywiście wiedziałem, że taki zespół istnieje, słyszałem ich wcześniej, ale nigdy się nie zagłębiałem w muzykę. Dopiero dwa lata temu jakiś przypadek sprawił, że bardziej skupiłem się na tych dźwiękach i o ile z początku byłem fanem Tool, to teraz z wszystkich projektów Maynarda Tool jest dla mnie na ostatnim miejscu, a na pierwszym Puscifer.

 

Do A Perfect Circle przekonały mnie emocje i prostota. Ostatnio w ogóle jestem zwolennikiem prostoty w muzyce, minimalizmu - im mniej dźwięków, a więcej emocji, tym lepiej. A Perfect Circle według mnie takie jest. Mocno rockowe, ale też mocno emocjonalne. Żadna muzyka nie może istnieć bez emocji, czy to jest elektronika, czy gitary - zawsze muszą tam być, a jeżeli nie ma ich w warstwie instrumentalnej i wokalu, to niech będą przynajmniej w tekstach. To wszystko poczułem w tym zespole jakieś dwa lata temu i trochę jest mi nawet wstyd z tego powodu, że wcześniej po nich nie sięgnąłem, ale może to dobrze? Nie mają zresztą aż tak dużo płyt, więc już wszystko nadrobione.

Epic Shop znajdziecie w Gdańsku, przy ulicy Jagiellońskiej 13. Więcej informacji TUTAJ. Dziesięciolecie albumu "Autoscopia / Murder in Phazes" obchodzone będzie 2 listopada w stołecznej Progresji oraz 3 listopada w gdańskim B90.



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2018 Soundrive