Soundrive Live

Pierwsze trzy dni jesiennego Jazz Jantar 2018

 

Jesienna edycja festiwalu Jazz Jantar rozpoczęła się weekendem z młodym jazzem, nie tylko polskim. Gdyby ktoś zapytał mnie, jakie jedno nazwisko warto zapamiętać po pierwszych trzech dniach festiwalu, odpowiedziałbym bez mrugnięcia okiem, za to bardzo głośno i dobitnie - Binker Golding!

Ale wszystko po kolei. 26 października, pierwszy dzień jesiennego Jazz Jantar 2018, zagospodarowali młodzi polscy muzycy, najpierw duet Raczkowski/Kostka, a po nim rodzimy, trójmiejski, Kamil Piotrowicz Sextet. Pianista Franciszek Raczkowskiego i skrzypek Mikołaj Kostka, czyli jazzmani grający na instrumentach, na których talentów nie brakowało właściwie od początku polskiego modern jazzu. Obaj muzycy mają klasyczne wykształcenie, a obecnie studiują jazz w Akademii Muzycznej w Katowicach. To, że zagrali bez sekcji rytmicznej pomogło w uwypukleniu ich osobowości oraz tego, co już dzisiaj potrafią. A umieją wiarygodnie połączyć jazz z tradycjami muzyki poważnej XX wieku i folklorem, co samo w sobie nie jest może zbyt odkrywcze, ale w ich ujęciu brzmi wiarygodnie.

Druga część wieczoru to był pokaz siły miejscowego środowiska jazzowego i kolejny dowód na budującą się renomę jazzowej branży Akademii Muzycznej w Gdańsku, której absolwentami jest większość składu. Pianista Kamil Piotrowicz, trębacz Emil Miszk, saksofoniści Piotr Chęcki i Kuba Więcek, kontrabasista Andrzej Święs i perkusista Krzysztof Szmańda to muzycy od kilku lat pojawiający się na Jazz Jantar w różnych konfiguracjach. Dzięki tej wysokiej częstotliwości pojawień i różnorodności układów można lepiej poznać ich możliwości. Są tak duże, że nie mam pewności, czy za kilka lat wszyscy z nich nadal będą mieszkać nad Bałtykiem. Cieszmy się nimi, póki możemy.

27 października, sobota. Warszawskie trio Cukier, o których mój mieszkający w stolicy syn powiedział z ciepłem w głosie: O, to starzy eufiarze!. Wyjaśnię - wszyscy trzej należą do kręgu muzyków skupionego wokół istniejącego do wiosny 2017 roku klubu Eufemia. Właśnie tam przez kilka lat odbywały się bardzo częste koncerty muzyki improwizowanej, często także w improwizowanych na gorąco składach osobowych. Przez tę szkołę przeszły dziesiątki muzyków free impro, jazzowych i rockowych, a zbiorowe otwarcie umysłów, do którego tam doszło, już zaczyna procentować w polskiej muzyce. Łukasz Kasprzyk na instrumentach elektronicznych, Michał Kasperek na perkusji i instrumentach perkusyjnych oraz Piotr Mełech na klarnetach to trzy osobowości bardzo różne, ale już mocno scementowane wspólnym graniem. Na gdańskim koncercie Mełechowi kilka minut zajęło rozluźnienie się i wskoczenie w ten sam nurt, co dwaj pozostali, Ale jak popłynęli, aż miło było słuchać i patrzeć. Swoje wyciągnęli z tego koncertu i fani jazzu, i elektroniki, i istoty ze skrętem psychodelicznym. Warto pamiętać o Cukrze.

Drugim występem był koncert młodego, ale szybko zyskującego na popularności litewskiego sekstetu Brive Noises. Litwini wprowadzili dużo życia, a mianowicie spolaryzowali publiczność. Ja znalazłem się we frakcji na "nie". Brave Noises przedstawili ekstrakt fusion jazzu w guście lat 80. W tym koncentracie zabrakło jakiejkolwiek świeżej nuty. Przy okazji uświadomiłem sobie, że na dobre weszło już pokolenie muzyków, dla których horyzontem żywego jazzu z przeszłości są lata 80. Nawet biorąc poprawkę na ten wzgląd, nie potrafię napisać o nich czegoś dobrego. Owszem, energii nie można im odmówić, ale dopóki nie przyjdzie choć trochę dystansu do siebie i kreatywności, zespół będzie odgrywał martwe schematy.

 

I wreszcie niedziela 28 października. W pierwszej połowie zagrała Pokusa XXL. Trio Pokusa, czyli saksofonista Natan Kryszk, perkusista Teo Olter i gitarzysta basowy Tymon Bryndal (wszyscy eufiarze, nota bene) oraz wokalistka Małgorzata Wrzosek, saksofonista Kuba Więcek (ponownie), perkusistka Dominika Korzeniecka, saksofonista Tomasz Duda i gitarzysta Piotr Pawlak. Ten ostatni jest legendą i szarą eminencją trójmiejskiego undergroundu (nie tylko przecież filar Kur i Łoskotu, ale i przez kilka lat Bielizny), przedostatni - o ile się nie mylę - grał w jednym z ostatnich wcieleń Miłości przed rozpadem w 2002 roku i przez wiele lat współtworzył Pink Freud. Można więc dopatrzyć się spotkania młodych artystów, którzy mają yass w pamięci, a nawet we krwi, z yassowcami pierwszej generacji. Całość ułożyła się w nieporządną raczej, ale pełną życia, kipiącą pomysłami i potężnie brzmiącą orkiestrę. Warto by Pokusa XXL skrzykiwała się do akcji co jakiś czas.

Niespodziewaną truskawką na torcie, jak by powiedział Tomasz Hajto, okazał się brytyjski Binker Golding Band. Zespół, który nie wydał jeszcze ani jednego albumu, znalazł się na Jazz Jantar nieco przypadkowo. Festiwal przymierzał się do sprowadzenia duetu Binker & Moses, jednak przyjazd w tym składzie nie był możliwy i Golding zaproponował swój nowy zespół. Propozycja została przyjęta i była to wspaniała decyzja. Saksofonista Binker Golding, pianista Joe Armon-Jones, kontrabasista Dan Casimir i Sam Jones na perkusji zagrali coś, co da się określić jako współczesny jazz środka, lecz coś, co przeważnie robi się lepiej lub gorzej, oni zrobili doskonale. Czysta radość, czysta zmysłowość tej muzyki, ale też żelazna dyscyplina i bajeczna technika tych czterech złożyła się na świetny zespół i czystej wody atrakcję koncertową. O tym, że brytyjski jazz kwitnie, wiadomo było od dość dawna, wiele dowodów można było usłyszeć już na poprzednich edycjach Jazz Jantar. To było jasne, ale w odniesieniu do awangardy i progresywnych mutacji muzycznych. Teraz wiadomo, że także w jazzie bezprzymiotnikowym brytyjska artyleria grzeje aż miło.

 

Kolejne koncerty od 8 listopada, będzie czego słuchać!

Rysunki: Edyta Krzyżanowska


NAJNOWSZE RELACJE

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2018 Soundrive