Mastodon
SD FEST

Dirty Projectors - "Dirty Projectors"

Jeżeli zespół tytułuje swój ósmy album studyjny własną nazwą, musi mieć jakiś poważny powód. Ten krążek mógłby równie dobrze nosić tytuł "David Longstreth", ponieważ w Dirty Projectors pozostał tylko on. Dave Logstreth, wokalista, kompozytor, multinstrumentalista, producent, założyciel Dirty Projectors tym samym dołączył do listy zespołów z tylko jednym muzykiem z pierwotnego składu. Towarzystwo jest dobre - takimi zespołami są m.in. The Fall, The Wedding Present, Smashing Pumpkins, Nine Inch Nails, of Montreal, Cold Cave.

Brooklińscy Dirty Projectors w pewnym sensie nie wytrzymali własnego sukcesu. Wydanie w 2009 roku "Bitte Orca", jednego z ważniejszych albumów dekady poskutkowało najpierw solową karierą Angel Deradoorian, która odeszła w 2012 roku. Niedawno zespół opuściła także Amber Coffman, która była zarazem wieloletnią życiową partnerką Dave'a, wcześniej odeszła także Olga Bell, która znalazła się w składzie na dwa lata i wróciła do coraz bardziej nabierającej rumieńców kariery solowej. W zespole nie ma więc już wspaniałych kobiecych głosów, które współtworzyły poprzednie płyty Dirty Projectors. W jednym kawałku, "Cool Your Heart", co prawda gościnnie pojawiające się Dawn Richards, ale głosem dominującym został Longstreth.

 

Jest to więc nie tylko album solowy, ale wręcz samotniczy. Wśród współtwórców materiału są takie sławy jak Solange Knowles, Tyondai Braxton, producentem całości jest żywa legenda Rick Rubin, ale w dziewięciu składających się na nowy album numerach dominuje Dave. Dave osamotniony i poraniony. Kiedy po raz pierszy włączyłem tę płytę i zacząłem słuchać otwierającego "Keep Your Name" myślałem nawet, że zapowiada się poważne pranie brudów po zakończonym związku, ale aż tak źle nie jest, natomiast klimat bólu i neurozy rzeczywiście przenika całość. To warstwa emocjonalna, w warstwie stylistycznej produkcje Dirty Projectors jeszcze nigdy wcześniej nie były do tego stopnia zainspirowane R&B i elektroniką. Te elementy oczywiście istniały już wcześniej, ale obecne proporcje są inne od wcześniejszych - kiedyś w muzyce Dave'a było o wiele więcej folku i indie rocka.

 

Po rozdzierającym serce i pięknym otwieraczu przychodzi brawurowy "Death Spiral"z wyczynowym wokalem lidera i świetnym samplem z muzyki do "Zawrotu głowy" Alfreda Hitchcocka. Trzeci jest majstersztyk aranżacyjny "Up in Hudson" z rewelacyjną sekcją dętą, zainspirowany funkiem "Work Together" i utrzymany w wolnym tempie, świetnie łączący brzmienia akustyczne z elektroniką "Little Bubble". Później najbardziej kontrastowe zestawienie tego albumu, czyli najbardziej eksperymentalny w zestawie „Ascent Through Clouds" i najbardziej przebojowy, wspomniany już " "Cool Your Heart", którego współautorką jest Solange. Wreszcie finał, "I See You", z imponującą złożoną ze studyjnych nakładek partią wokalną. Jest więc ciekawie, żaden patent nie powiela się dwukrotnie, a Rubin za konsoletą gwarantuje brak jakichkolwiek potknięć technicznych.

 

Dave Longstreth radzi więc sobie wyśmienicie jako singiel, ale pojawienie się na hipotetycznej następnej płycie hipotetycznej nowej koleżanki odbierzemy z dojrzałym zrozumieniem. Wyróżniającą cechą tego albumu w stosunku do poprzednich jest napięcie pomiędzy elementami popowymi i eksperymentalnymi w muzyce Dirty Projectors. Kiedyś były splecione bardziej harmonijnie, teraz w każdej kompozycji są jakby obok siebie, ale to nie wada, tylko interesujący, wyraźnie zamierzony efekt. W tym świetle tym bardziej ciekawe jest pytanie, jak sprawy potoczą się w przyszłości. Się przekonamy!


Domino Records/2017


Oddaj swój głos:


NAJNOWSZE RECENZJE

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram Twitter

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2017 Soundrive