Smoke Over Dock

Childhood - "Universal High"

Prawdopodobnie żadne pokolenie w historii nie było tak sentymentalne, jak dzisiejsi dwudziesto-trzydziestolatkowie, czego mamy niezliczone przykłady, od "Kung Fury" przez trzeci sezon "Twin Peaks" aż po inspirowany twórczością Janet Jackson album Nite Jewel czy właśnie drugi album brytyjskiego Childhood, które pełnymi garściami czerpie z popu, funku i soulu tworzonego w minionych dekadach.

Pierwsze dźwięki na albumie przypominają uspakajające kompozycje MIDI autorstwa Nobuo Uematsu do gry "Final Fantasy VII", a kiedy dochodzą perkusja, nieprzesterowane gitary oraz wokal, atmosfera "A.M.D." niezmiennie pozostaje leniwa, doskonale spełnia funkcję ścieżki dźwiękowej dla snucia marzeń wszelkiego rodzaju. Podobnych utworów jest tutaj sporo, szczególnie wyróżniającym się jest natomiast "Cameo", gdzie sekcja rytmiczna sięga po partie żywcem wyciągnięte z funkowych ballad w stylu Isaaca Hayesa. Bardzo podobny zabieg zostaje zastosowany w "Don't Have Me Back", ale tym razem z wyraźnie większą werwą i jawnie parkietowym potencjałem, co jest zasługą między innymi Willa Scruggsa, saksofonisty, który wcześniej nagrywał także z Belle and Sebastian.

 

Najbardziej reprezentatywnym momentem "Universal High" jest singlowe "Californian Light", gdzie dostajemy esencję odmienionego stylu kapeli z Brixton (na pierwszym krążku bliżej im było do pop-psychodelicznego grania w stylu The Stone Roses). Głos Bena Romansa-Hopcrafta czaruje doskonale wyważoną delikatnością i siłą, a także barwą przypominającą najlepsze czasy Sly Stone'a, z czym kontrastują odśpiewane falsetem, niemalże boysbandowe chórki. Instrumenty są tutaj raczej tłem dla potęgi ludzkich strun głosowych, niemniej od tych czterech minut bije tak bardzo słoneczna aura, że chłodne pomorskie lato natychmiast zdaje się przemieniać w gorący Nowy Jork lat 70. Zgodnie z dzisiejszymi standardami przemysłu muzycznego nie jest to przebój, ale wystarczy uwolnić się od lansowanego schematu, by odnaleźć w "Californian Light" zniewalającą melodię.

 

Jeżeli kochaliście Prince'a i płakaliście na koncercie Charlesa Bradleya na Off Festivalu w 2012 roku, to na pewno serce zabije wam szybciej, słuchając nowego Childhood. Od wydanego w 2014 roku "Lacuna" nie zmienili się drastycznie, a jednak sprawiają wrażenie szczerszych w swojej twórczości, mniej nastawionych na podążanie za trendami, bardziej na budowaniu własnej tożsamości na bazie młodzieńczych fascynacji muzycznych. Efekt jest zniewalający.


Marathon Artists/2017


Oddaj swój głos:


NAJNOWSZE RECENZJE

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram Twitter

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2017 Soundrive