Cryptopsy powraca do korzeni

 

Cryptopsy jest przykładem weteranów metalowej sceny, którzy mimo upływu czasu i zmian na muzycznym rynku wciąż potrafią wywierać duży wpływ na rzesze fanów nie tylko w swej rodzinnej Kanadzie.

Na przełomie kilku ostatnich lat niewiele informacji dochodziło z obozu Cryptopsy - ostatni pełen album wydali w roku 2012, a dwa lata temu przypomnieli o sobie EPką "The Book of Suffering (Tome 1)". Oficjalnie zespół wciąż pracuje nad nowym materiałem, choć dokładna data premiery nie jest znana. W międzyczasie pojawili się w Gdańsku w B90, by udowodnić, że są w znakomitej formie, a na kolejne wydawnictwo warto jeszcze cierpliwie poczekać.  

 

Początek wydarzenia nie zapowiadał licznej publiczności. Koncert otwierała gdańska formacja Dule Tree, której nie udało się przyciągnąć do środka klubu wielu słuchaczy. Większość nabywców biletów zignorowała szumnie brzmiący opis ich projektu i postanowiła pojawić się dopiero na występie Cryptopsy. Z perspektywy czasu mogę tylko stwierdzić, że niewiele stracili, decydując się odpuścić połowę koncertu.

 

Osobiście uwielbiam wszelkiego rodzaju muzyczne eksperymenty i nieszablonowe łączenie dźwięków oraz gatunków. Podczas koncertu Dule Tree czułam się jednak jak na jednej ze średnio udanych prób muzyków, którzy w ciemno testują brzmienie kilkunastu instrumentów naraz. Całość wydała mi się bardzo mocno przekombinowana i w żaden sposób spójna (zdaję sobie sprawę, że taki poniekąd był cel, choć miałam wrażenie, że to, co odbywa się na scenie już dawno wyrwało się grupie spod kontroli). Każdy z muzyków grał po swojemu i choć miejscami można było uczepić się jakiegoś fragmentu i dać się oczarować, to w ostatecznym rozrachunku wszystko szybko się rozpraszało, zamieniało z powrotem w trudną do słuchania kakofonię. Zespół postawił na wprowadzenie jak największej ilości różnorodnych dźwięków, jednocześnie nie skupiając się na tym, by choć miejscami nabrało to zabarwienia kontrolowanego chaosu. W efekcie dostaliśmy nieznośną muzyczną mieszankę, która nie powinna była opuścić muzycznego warsztatu jeszcze przez długi czas. Na myśl przychodził mi tylko cytat z sierżanta Hartmana z filmu "Full Metal Jacket": You're so ugly you could be a modern art masterpiece!. Chciałabym mieć nadzieję, że byłam jedyną osobą, która nie zrozumiała, o co panom z Dule Tree do końca chodziło, choć ciężko to stwierdzić, biorąc pod uwagę niemrawe reakcje zdziesiątkowanej publiki.

 

Na szczęście w drugiej części wydarzenia fani dostali to, czego po Cryptopsy mogli się spodziewać. Słuchaczom oczekującym od dłuższego czasu na nowe wydawnictwo zespół przypomniał jedno ze swoich ważniejszych dokonań - w całości odegrano album "None So Vile", który ponad dwadzieścia lat temu mocno zatrząsł death metalową sceną muzyczną. Na przełomie dwóch dekad skład grupy ulegał mocnemu przetasowaniu, czego efektem było między innymi odejście wokalisty, dla wielu wielbicieli Cryptopsy jedynego słusznego. Choć Lord Worm opuścił zespół dekadę temu, to zastępujący go Matt McGachy jeszcze długo będzie musiał odpierać ataki ortodoksyjnych fanów. Piątkowym występem udowodnił jednak, że ma zarówno warunki wokalne, jak i charyzmę, by z powodzeniem zajmować tę pozycję w zespole od ponad dziesięciu lat. Do czasu wyjścia Cryptopsy na scenę publiczność zwiększyła się wprawdzie kilkunastokrotnie, ale wciąż był to dość skromny i kameralny koncert. Mimo wszystko muzycy dali z siebie wszystko i pochodzili do występu tak, jakby pod sceną stały co najmniej tysięczne tłumy.

 

Kolejnym pewniakiem był Flo Mounier, słusznie okrzyknięty jednym z najlepszych perkusistów sceny metalowej. Niezmiennie szokujący dynamiką, energią i chaosem, jakie jest w stanie wykrzesać z instrumentu, i tu miał niemały wpływ na reakcję publiki oraz szaleństwo rozgrywające się pod sceną. Mimo chwilowo ograniczonej obecności w muzycznym światku, Cryptopsy piątkowym koncertem wydało niepodważalne oświadczenie, że muzycy wciąż pozostają w znakomitej formie, a na efekty studyjnej pracy warto czekać. Jeśli wybranie na setlistę albumu "None So Vile" miało wskazywać na powrót grupy do korzeni, to chyba tym bardziej warto pozostać cierpliwym i jednocześnie pilnie śledzić kolejne poczynania Cryptopsy.

 

fot. Ulvhedinn/Photographica


NAJNOWSZE RELACJE

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram Twitter

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2017 Soundrive