Mapa - "EP1"

Jeżeli w nazwie zespołu widnieje potrojone "ja", a mimo tego liderka odczuwa potrzebę powołania solowego projektu dla wyrażenia jeszcze bardziej osobistych myśli czy uczuć, trudno nie nastawić się na muzykę przepełnioną emocjami. Niestety okazuje się, że na debiutanckiej EPce Mapy właśnie tego elementu najbardziej brakuje.

Emocje nie są składnikiem obligatoryjnym, a jeżeli spojrzeć na twórczość na przykład Kraftwerk, nie ma wątpliwości, że czasami za ideał uchodzi całkowite wyrugowanie potencjalnych poruszeń umysłowych z muzycznej twórczości. Słuchając "EP1", towarzyszyło mi natomiast przeświadczenie, że Magdalena Pasierska-Kowalska chciała "dodać zimnego tchu" - jak pisze o bólu w jednym z utworów - zdolnego do chwycenia słuchacza za gardło. Przeświadczenie to opieram przede wszystkim o zapoznanie się z warstwą tekstową, która sprawdza się znacznie lepiej jako twór czysto poetycki. Nie wytykaj mnie palcami, że zapowiadałam się na rozsądną i z wielkimi perspektywami z "Dobrego bólu" albo tak naprawdę mężczyzn jest na świecie jak na lek, a potem lęk z "Kobietonu" to wersy aż proszące się, by rzucić nimi w twarz odbiorcy z siłą wymuszającą wzdrygnięcie, a zamiast tego rozchodzą się gdzieś w tle niczym pierwsza lepsza piosenka o miłości. "Mapa" w nazwie projektu zaczyna z tego powodu przypominać reprezentację znacznie ciekawszego terytorium, którego emocjonalne krajobrazy zostały spłaszczone do łatwiejszego, bo nieangażującego komunikatu.

 

Nieuczciwym byłoby jednak niepochlebnie wyrażanie się o wydawnictwie tylko dlatego, bo nie zaspokoiło być może odosobnionego oczekiwania, więc żeby sprawiedliwości stało się za dość, muszę oddać wokalistce Me Myself and I oraz niezłomnemu Agimowi Dzeljilji, że choć sięgnęli po bezpieczną, popularną w polskiej muzyce współczesnej stylistykę, to uniknęli zarówno powtarzania cudzych głosów, jak i powtarzania głosu własnego. Komuś przyjdą do głowy skojarzenia z The Dumplings, ktoś inny usłyszy Marię Peszek, Bokkę albo Mikromusic (Natalia Grosiak jest zresztą współautorką tekstu do "Kobietonu"), ale nigdy nie będzie to proste zapożyczenie. Jeszcze istotniejsze jest to, że Pasierska-Kowalska nie kopiuje samej siebie - w niespełna dwadzieścia minut ukazuje kilka interesujących oblicz.

 

"Kobieton" i "Dobry ból" to zdecydowanie najbardziej chwytliwe momenty EPki i chociaż niechętnie opuszczają pamięć, to właśnie w nich ujawnia się najwięcej schematów charakterystycznych dla dzisiejszej muzyki. "Lightly Brightly" rozpoczyna się natomiast chórkiem przypominającym kolędę, po czym na pierwszy plan wychodzą syntezatorowe dźwięki rodem z lat 80. Nie ma tu łatwego do zapamiętania rytmu, aranżacja wymaga śledzenia w skupieniu, a refren nie nadchodzi w momencie, kiedy można by się go spodziewać. To dużo ciekawsze oblicze Mapy, które najpełniej rozwija się w łączącym akustyczny minimalizm z siłą elektronicznego bitu "Codziennie". To świetna, nieoczywista kompozycja i kierunek, który w moim odczuciu warto eksplorować.

 

Bardzo udanymi momentami "EP1" są także "Intro" oraz "Outro" - krótkie zamknięcie i otwarcie z dominującą rolę free jazzowych sekcji dętych zaaranżowanych przez Tomasza Dudę, a w dodatku obdarzone tekstem, co sprawia, że nie można sprowadzić ich do roli kwiatka do kożucha. Najdziwniejsze momenty debiutu Mapy są najbardziej pasjonujące, prowokują, by do nich wracać, bo przy każdym odsłuchaniu zdradzają więcej tajemnic. Mam nadzieję, że kolejne utwory będą utrzymane w podobnym duchu, choć pokusa poparta wyraźnym potencjałem do nagrywania przebojów na pewno jest bardzo duża. Tak czy inaczej warto wypatrywać zarówno EP2, jak i LP1.


wydanie własne/2017


Oddaj swój głos:


NAJNOWSZE RECENZJE

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram Twitter

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2018 Soundrive