Soundrive Live

Rycerzyki/Drekoty: Dzień Kobiet po raz drugi

 

W dwa dni po tegorocznym Dniu Kobiet i w miesiąc po festiwalu Babskie Granie 2018 w klubie Żak wystąpiły dwa zespoły prezentujące kobiecą wrażliwość - Rycerzyki i Drekoty. Oba łączy także wydawca ich najnowszych albumów, warszawski label Thin Man Records.

Avant-popowe Rycerzyki grały w Żaku już w 2016 roku i był to bardzo dobry koncert. Wtedy na tapecie znalazł się debiutancki album "Rycerzyki", który zakomunikował publiczności, że w Krakowie powstał kolejny fajny zespół. Tamten album zachwycał głównie świeżością brzmienia, songwritingu, a przede wszystkim głosu Gosi Zielińskiej. Urocza była też sama Gosia Zielińska, która odważyła się pozostać Gosią Zielińską, zamiast niepotrzebnie tracić czas na opracowywanie chwytliwego pseudonimu estradowego. Album nagrano w domowym studiu, był mocno dopieszczony komputerowo, ale na koncercie zespołowi udawało się grać i spontanicznie, i zarazem precyzyjnie, co bywa trudne nie tylko dla debiutantów. Po tak obiecującym początku nastąpiła cisza, jak się okazało, z powodu wyjazdu Gosi na pół roku na Islandię.

 

Z Islandii wróciła artystka jeszcze lepsza niż wcześniej. Drugi album powstał w studiu Michała Kupicza w Laskach pod Warszawą podczas tygodniowej sesji. Kupicz słyszy świetnie i myśli sprawnie, więc materiał, już sam w sobie znakomity, na płycie jest znakomity. Jak pokazał sobotni koncert, nie tylko na płycie.

Już po paru minutach było jasne, że Gosi udało się przełożyć doznanie samotności i intymności, które było jej udziałem na islandzkiej farmie na odludziu, na środek komunikacji z publicznością tu, na miejscu, w Gdańsku i w Polsce. Czasem ocierające się o naiwność, ale nigdy nie głupie, zachwycenie światem przepajające piosenki Ryserzyków udzieliło się słuchaczom. Na godzinę można było zapomnieć o paskudnych rzeczach dziejących się na zewnątrz i mam tu na myśli aurę nie tylko w znaczeniu atmosferycznym. Piękne melodie, beztroski uśmiech Gosi i jej urokliwy głos złożyły się na prawdziwą ofensywę dobra i ciepła. Nie powiodłoby się to tak dobrze, gdyby nie nienaganna praca całej reszty, czyli gitarzystów Karola Jadacha i Maćka Pitali, klawiszowca Michała Mierzwy, basisty Aleksandra Margasińskiego i perkusisty Antonisa Skoliasa (tak! z tych Skoliasów). Pitala potrafi zagrać solówki, które nie są popisowe czy nachalne, ale zawsze trafiają w punkt, a Mierzwa nieprzypadkowo gra właśnie na syntezatorze Kurzweila, nie jakimś innym. To jest zespół potrafiący zadbać o szczegóły i publiczność w Żaku to doceniła, choć może nie wszyscy zdawali sobie sprawę, że lekkość tego zespołu została na poważnie wymyślona i ciężko wypracowana. Wszyscy z sali wyszli w świetnych nastrojach.

 

Po przerwie zagrały Drekoty. Nie widziałem tego zespołu na żywo od powiedzmy dwóch lat, kiedy Natalia Pikuła była stosunkowo nowym nabytkiem, a teraz - ku swojemu zaskoczeniu - zobaczyłem kolejną nową postać, czyli grającą na klawiszach (choć nie tylko, żadna z trzech obecnych Drekotówien nie poprzestaje na grze na jednym instrumencie) Olgę Czech. Z najwcześniejszego składu została więc tylko założycielka - Ola Rzepka grająca na perkusji, klawiszach i dająca drugi wokal. To już jest inny zespół, choć w Gdańsku można było usłyszeć kilka utworów z debiutanckiej "Persentyny", a Ola jest nadal Olą. Ze składu instrumentalnego zginęły skrzypce, cytra i drobne instrumenty perkusyjne, brzmienie jest jakby nieco mniej eksperymentalne (to oczywiście wrażenie subiektywne), za to o wiele bardziej punkowe w subtelny, ale wywrotowy sposób. Punkowość oczywiście w tym zespole była zawsze, ale osobowość Natalii pozwoliła temu pierwiastkowi się rozwinąć i rozhulać. Jest wokalistką dobrze brzmiącą i świetnie panującą nad głosem, pasującą idealnie do surrealistycznej poetyki tekstów. Pozornie rozbrykana i szalona, na scenie w Żaku miała wszystko pod kontrolą.

Na wydanym przed dwoma tygodniami drugim albumie Drekotów "Lub maszyna dzika trawa" jest kilku znanych gości, między innymi Raphael Roginski na gitarze i Mikołaj Trzaska na klarnecie basowym. W Żaku hurtem zastąpił ich obu w kilku utworach Michał Ciesielski na saksofonie tenorowym i z zadania wywiązał się znakomicie. Po prawie półtorej godziny pokojowego darcia kotów wszyscy byli zadowoleni. Po raz drugi tego wieczoru.

 

fot. Paweł Wyszomirski/www.testigo.pl


NAJNOWSZE RELACJE

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2018 Soundrive