Bloodshot Odrodzenie, tom 1. Kolorado

89%

We wrześniu polscy czytelnicy wreszcie mogli poznać fragment uniwersum Valianta - kolejnego świata superbohaterów, które tylko pozornie może przypominać to, co każdy fan komiksu doskonale zna z tytułów Marvela i DC Comics. Teraz przyszła kolej na solowy tom najbardziej rozpoznawalnej postaci tego wydawnictwa - Bloodshota.

W recenzji "Walecznych" wskazywałem na podobieństwo bohatera o aparycji japońskiej flagi do Wolverine'a - obydwaj sprawiają wrażenie tak twardych, że tylko wojskowy nóż mógłby ogolić ich zarosty; obydwaj mają poważne problemy z pamięcią, a tym samym ustaleniem własnej tożsamości; obydwaj potrafią zregenerować się nawet po bardzo dotkliwej kontuzji. Kiedy jednak rozmawiałem z Jakubem Kwidzińskim z wydawnictwa Kboom, zapewniał, że chociaż zbieżności faktycznie istnieją, to prowadzenie poszczególnych fabuł jest zupełnie inne i faktycznie pierwszy tom "Bloodshota" potwierdza te słowa.

Historia zaczyna się tuż po wydarzeniach z "Walecznych", gdzie nasz bohater został w akcie łaski pozbawiony mocy. Mocy nie wynikającej z zetknięcia z radioaktywnym szlamem czy innego dziwacznego wypadku, ale z eksperymentu, w ramach którego w jego ciele znalazły się wzmacniające zdolności bojowe i regeneracyjne nanity. Ta pozornie dość prosta, typowa dla superbohaterskich losów opowieść w rękach Jeffa Lemire'a (ostatnio wydawanego w Polsce masowo i bardzo dobrze, bo to jeden z lepszych współczesnych scenarzystów) nabiera zupełnie innego wymiaru.

 

Nanity po opuszczeniu Raya Garrisona rozniosły się jak zaraza i zamieszkały w ciałach kilku osób, przypominając raczej opętanie, niż działanie najnowszej technologii. On sam odgrywa rolę egzorcysty, tyle że nie przepędza demonów, lecz wchłania je, walcząc zarazem o zachowanie dopiero co odzyskanego człowieczeństwa, którego efektem jest chociażby to, że nie potrafi z dawną łatwością pociągać za spust przy pierwszej lepszej okazji. Tylko po co Garrisonowi moc, która przyniosła tyle nieszczęść? To z kolei Lemire ukazuje niemalże jako nałóg, włączając w to halucynacje, w których pojawia się zmarła wyzwolicielka Bloodshota - Kay McHenry oraz jego kreskówkowe alter ego - Bloodsquirt. Wszystkie te sprzeczne dążenia i szaleństwo głównego bohatera sprawiają, że trudno oderwać się od lektury, a każda kolejna strona jest jeszcze dziwniejsza. Także za sprawą rysunków Mico Suayana.

Od strony wizualnej zachwyca przede wszystkim ostatni z ujętych w tym tomie zeszytów, który przypomina oprawę "Samuraja Jacka", a przy okazji stanowi swoistą parodię superbohaterskich klisz. Ta narkotyczna, barwna wizja ma w sobie także coś z ostatnich scen "Mandy", gdzie więzi ze światem rzeczywistym zostają gwałtownie przerwane, ale trudno jednoznacznie stwierdzić, czy trafiamy do alternatywnej rzeczywistości, czy jedynie do głowy Garrisona.

 

Napisałbym, że to najlepszy komiks o herosach, jaki w tym roku czytałem (choć paradoksalnie samego Bloodshota w formie, z jakiej jest znany właściwie tutaj nie ma), ale jestem już po lekturze kolejnego tytuły z katalogu Valiant/Kboom - "X-O Manowar. Żołnierz" - i jest to pozycja bezkonkurencyjna. DC Comics i Marvel pozostają jednak daleko w tyle za tymi dwiema rewelacyjnymi historiami.


Bloodshot Odrodzenie

Tytuł oryginalny: Bloodshot Reborn

Polska, 2018

Kboom

Scenariusz: Jeff Lemire

Rysunki: Mico Suayan


Oddaj swój głos:

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive