Holaki - "Niewidzialna droga do domu"

68%

Jest ich trzech. Ojciec i dwóch synów. Starszy Holak - Stanisław - grał kiedyś w madczesterujących Malarzach i Żołnierzach, a potem doglądał kariery młodszych, którzy w wieku pacholęcym założyli Kumka Olik (który rozwiązali, gdy zaczynał mieć coś ciekawego do zaoferowania), a potem jeden - Mateusz - postanowił zostać raperem, a drugi - Kuba - producentem elektroniki. A teraz spotykają się w międzypokoleniowym dialogu.

Takie połączenie - ojciec i synowie - wywołuje natrętne skojarzenia z Waglewskimi. Podobieństw jest więcej, bo w przypadku Holaków synowie daleko odeszli od muzyki wykonywanej przez ojca. Spotykają się nie tyle w połowie drogi, bo mam wrażenie, że to Stanisław miał największy wpływ na "Niewidzialną drogę", ale młodsze pokolenie też odcisnęło na niej swoje piętno.

 

Słychać to w elektronicznych kawałkach, które otwierają i zamykają płytę. "S00e00 (Pilot)" jest przyjemnie repetytywny i basowy, z fakerwerkowymi wybuchami syntezatorów i nagraniami przyrody na dalekim planie. Bliźniaczy "Koniec sezonu" wyróżnia się gitarą przypominająca najlepsze lata sceny mysłowickiej, w szczególności zapomniany zespół Delons, podobnie jak MiŻ zapatrzony w the Smiths.

 

Bałem się, że album zdominuje Mateusz, którego rapowe wcielenie jest jeszcze mniej przekonujące niż początki Kumki Olik (a to naprawdę spore osiągnięcie) i odwrotnie proporcjonalne do jego talentu graficznego. Na szczęście pokusie zarapowania ulega tylko w "Drogim prezencie", a i oparty na indie rockowych gitarach podkład jest bardziej do przeżycie niż newschoolowe wycieczki Holaka. Choć to i tak najsłabszy moment "Niewidzialnej drogi".

 

Debiut Holaków napędza "Ty i twój stary". Świetny, zgrabnie napisany kawałek, poruszający odwieczny problem potomstwa, jak odróżnić się od rodziców, podsumowujący konflikt pokoleń. W nim wszystko zagrało, takich hitów chciałbym słuchać w radiu. Jest trochę retro, trochę indie, po prostu perełka. Gdy Holaki idą właśnie w taką stronę, wszystko się zgadza. Jasne, to kierunek bezpieczny, "Przeprosiny to dyplomacja" są w gruncie rzeczy bardzo zachowawczym kawałkiem, ale słychać, że cała trójka najlepiej czuje się właśnie w takim graniu. Trochę gorzej wypadają próby wyjścia poza strefę komfortu, zgrzyta nie tylko w "Drogim prezencie", ale i dwóch miniaturkach - "Lesie samobójców" i "Prawda jest gdzieś tam [zapisana w kodzie Base64]" - które zgubiły kierunek, do niczego nie prowadzą.

 

Pierwszy sezon Holaków ma momenty, pozytywnie zaskakuje, miło się przy nim spędza czas, może nie powoduje przemożnej ochoty binge'owania, ale w sumie czekam na kontynuację.


Holak/2019


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive