Full of Hell - "Weeping Choirs"

90%

To intrygujące, jak zmieniło się postrzeganie muzyki ekstremalnej na przestrzeni ostatnich dwóch dekad. Nawet nie tylko jej postrzeganie, ale i definiowanie, bo dawno temu za termin "metal ekstremalny" można było wstawić słowo "najwięcej" i też by pasowało.

Wszystkiego miało być maksymalnie wiele - wokalista musiał stale zapluwać się od głębokiego growlingu, gitarzysta wrzucić tyle riffów, by połowy zapomniał po nagraniu, a perkusista wybić trzycyfrową ilość blastów na numer. Teraz sprawy wyglądają zgoła odmiennie. Przede wszystkim muzyka mniej lub bardziej ekstremalna to nie tylko rozrywka dla oddanych fanów gatunku, ponieważ na przestrzeni lat została upiększona o nowe składniki i zwyczajnie przemawia do szerszej grupy ludzi. Nowa płyta Full of Hell też przemówi.

 

Jeśli rozmawiamy o Full of Hell, to pierwszą rzeczą, która przychodzi mi na myśl, jest właśnie współczesna definicja muzyki ekstremalnej. Ci czterej nad wyraz agresywni panowie nie tłuką bezmyślnego grindu, gdzie ściana gitar ma za zadanie przykryć wszelkie niedostatki warsztatowe i kompozycyjne. Tutaj hałas jest integralną częścią muzyki, bardzo istotnym elementem wszystkich tych numerów. Odnoszę poprzez to wrażenie, że Full of Hell nie obchodzą rzeczy tak nieistotne, jak klasyfikacja czy "gatunkowa czystość" tych dźwięków. Po prostu maszyna mknie na najwyższych obrotach, a skoro wyprowadza skuteczne ciosy, nie zastanawiasz się, co na to wpływa. Ważne, że boli, a na "Weeping Choirs" nie ma zbyt wielu pokładów litości czy umizgów w stronę słuchacza.

 

Full of Hell po prostu odpala hałas i sunie, nie zważając na przeszkody, a warto nadmienić, że wszystkie wcielenia tego hałasu są piękne. Niezależnie od tego, czy mówimy o przeraźliwie industrialnym "Rainbow Coil", skrajnie niepokojącym "Armory of Obsidian Glass" z tym ciężarowym riffem, czy dominującym nad resztą płyty grindcorem, który brzmi jak zarażony wścieklizna. Tak, tyle w tym fermentującego jadu i niebezpieczeństwa, których lwia część zespołów metalowych i okołometalowych nie potrafi wykreować, a właśnie przy tym chciałem się zatrzymać.

 

Niezwykle doceniam to, jak dużą i istotną rolę na "Weeping Choirs" odgrywa atmosfera, bo u Full of Hell jest hałas, jest potencjometr agresji rozkręcony ponad skalę, ale byłyby one niczym, stanowiłyby o umiarkowanej sile statystycznej, przeciętnej płyty z nurtu grind/powerviolence, gdyby nie ta trudna do opisania aura niepokoju. Są takie momenty, gdy autentycznie boję się tej muzyki, gdy odnoszę wrażenie, że ten chaos w ogóle nie jest kontrolowany, że zaraz wydarzy się coś złego. Świadczy to oczywiście tylko o wspaniałym zmyśle kompozytorskim muzyków, którzy dobrze wiedzą, że nie chodzi tylko o wyprodukowanie jak największej ilości kakofonicznych dźwięków. Chodzi o to, by muzyka ekstremalna była ekstremalna i radykalna pod każdym względem. Ekstremalne warunki wymagają ekstremalnych reakcji? Motto z Brutal Truth zawsze aktualne.

 

We wstępie wspomniałem, że nowy album Full of Hell przemówi do szerokiej grupy ludzi. Nie jest to do końca prawdą, ponieważ już przemówił. W momencie, gdy piszę te słowa, "Weeping Choirs" dzielnie trwa na 44. pozycji listy Billboard 200. Rozumiecie to? Płyta z tak skrajną i atawistyczną muzyką wśród pięćdziesięciu najlepiej sprzedających się na terenie Stanów Zjednoczonych? Aż duma rozpiera, pełen szacunek.


Relapse/2019


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive