Sundara Karma: Moje serce znajduje się blisko natury

Intrygujące, wyróżniające się od strony wizualnej, w swojej muzyce niosące coś ważniejszego niż tylko kolejne miłosne historie z wakacji - Sundara Karma po dwóch latach od wydania debiutanckiego albumu powróciło z nową muzyką, płytą "Ulfilas' Alphabet". Album skłania do zastanawiania się nad tym, co jest ważne i czy przypadkiem nie żyjemy w iluzji.

Barbara Skrodzka: Ponad rok temu opublikowaliście na Instagramie wideo, na którym wydobywaliście z roślin muzykę. Czy uzyskany w ten sposób dźwięk został użyty w którymś z utworów na nowej płycie?

Haydyn Evans: Niestety te dźwięki nie znalazły się na albumie. Używaliśmy urządzenia o nazwie MIDI Sprout, zbierało bio-dane rośliny, które później można było zamienić w dźwięk. Z pewnych powodów nie użyliśmy tego, co udało nam się uzyskać, chyba mieliśmy zbyt wiele innych rzeczy do zrobienia.

Na nowej płycie poruszacie tematy wiary, życia w iluzji... Co jest dla was iluzją w życiu?

Oscar Pollock: Myślę, że wszystko. Od momentu, kiedy się budzisz. Ludzie szybko wpadają w schematy i rytuały, powtarzanie w kółko tych samych czynności. Bardzo łatwo jest utknąć w pewnych rytmach i to powoduje tę iluzję. Jest to bardzo mocno zakorzenione w rzeczywistości i bardzo złożone. Wydaje mi się, że kiedy bierzesz narkotyki, wtedy udaje się zabić monotonię, wyrwać na chwilę, ze stanu umysłu, w którym przyszło nam żyć.

 

Na kilka miesięcy tymczasowo wyłączyłeś swoje konto na Instagramie, dlaczego?

OP: Chyba pewna część mnie trochę się nim znudziła... Mamy oficjalny profil zespołu, więc ludzie mogą kierować swój wzrok właśnie tam. Instagram kusił mnie do tego, by wartościować rzeczy. W tym sensie, że jeśli coś sprawiało mi przyjemność, to chciałem tego więcej. Jeśli coś nie wnosi żadnego wkładu, nie przyczynia się do niczego, to wtedy moja świadomość podpowiada mi, żeby się tego pozbyć.

 

Instagram też jest iluzją.

Zgadza się, ale z tej iluzji łatwiej się wyzwolić, niż z iluzji tego, że będziesz żył wiecznie i ludzie nigdy nie będą umierali, a jutro jest gwarantowane. To dopiero jest szalona iluzja!

Wszystkie teledyski do nowych utworów zostały stworzone przez ciebie. Kiedy zacząłeś interesować się reżyserią i montażem?

OP: Rozwijało się to we mnie już od dłuższego czasu. Interesowało mnie, jak robi się filmy. Wydaje mi się też, że nie byliśmy usatysfakcjonowani tym, jak byliśmy sportretowani w teledyskach stworzonych przez innych reżyserów. Jest to ważne, bo wideo stanowi dużą część wizualnej reprezentacji zespołu. Wydajesz singiel, więc musisz mieć też teledysk. To część procesu marketingowego. Nie możesz o tym zapomnieć. Wideo tworzone przez inne osoby może zaburzać postrzeganie zespołu. Widzowie bazując na tym, jak wygląda film przez nich oglądany, oceniają go i przez niego nas postrzegają. Często ten klip nie pochodzi od artysty albo artysta w żaden sposób nie był zaangażowany w proces jego tworzenia. Ja oglądając wideo, chcę rozumieć, co artysta miał na myśli. W przeciwnym razie nie widzę sensu w oglądaniu tych teledysków.

 

Do "Little Smart Houses" zaangażowaliście fanów, by nagrali krótkie filmiki i wysłali je do was, dlaczego?

OP: To było zabawne i wywoływało uśmiech na naszych twarzach. Fajnie było zobaczyć fanów tańczących do naszych piosenek przed domami, w których żyją. To bardzo intymna rzecz, której nie mamy okazji za często oglądać. Podczas koncertów nie widzimy publiczności w tak osobistym kontekście.

Który teledysk sprawił ci najwięcej trudności?

OP: W "Little Smart Houses" proces edycji był bardzo zawiły, ale też zabawny. Nie jestem zbyt cierpliwą osobą, dlatego montaż był dla mnie trudny. Lubię posuwać się szybko naprzód, dlatego niespecjalnie lubię ten etap pracy nad filmem. Problem polegał na tym, że co kilka sekund pojawiał się nowy kadr i w każdej kolejnej sekundzie działo się coś innego. Mimo wszystko, fajnie było spróbować. Cieszyłem się, że mogłem to zrobić i nauczyć się czegoś nowego, to przyjemne doświadczenie.

 

Wielu dziennikarzy porównuje twój głos do Davida Bowie, jak się z tym czujesz?

OP: Jest to dokładnie to, co zamierzam wziąć do siebie, gorliwie naśladować i wykorzystać w życiu. Wydaje mi się, że idzie to w parze z brzmieniem następnego albumu, ale prawdopodobnie ten wokal będzie inny. Bardziej w stylu Mariah Carey [śmiech].

 

Pochodzicie z Reading, mieszkacie w Londynie. Czujecie się chłopakami z miasta?

OP: W ubiegłym roku większość czasu przebywałem na wsi. Wydaje mi się, że moje serce znajduje się blisko natury. Potrzebuję tego, bo inaczej moja depresyjna strona bierze górę. W mieście mamy natomiast więcej możliwości, wiele się dzieje i szybko może cię ono pochłonąć.

 

Sundara Karma: W religii lubię język liturgiczny

 

Jak wygląda wasza publiczność w Wielkiej Brytanii?

HE: Mamy całkiem energiczną publiczność. Wiele osób jest nią zaskoczonych. Zwłaszcza zespoły, które przed nami występują i widzą, jak bardzo zaangażowani są nasi fani. To nie są ludzie, którzy stoją w miejscu i obserwują, tylko naprawdę reagują na muzykę.

 

Kiedyś spotkaliście gitarzystę While She Sleeps, który robi również tatuaże. Oscar, zrobiłeś sobie uśmiechniętą i smutną buzię na dużych palcach u stopy. Często pozwalacie sobie na bycie spontanicznym?

HE: Chciałbym częściej robić takie rzeczy.

 

OP: Najbardziej spontaniczna rzecz jaką ostatnio robię to kupno biletów do kina [śmiech].

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive