FRONTSIDE

Crack Cloud: Przezwyciężenie piętna niestabilnych odmieńców

Malcolm X i Lydia Lunch, te dwie postacie w ogromnym stopniu ukształtowały filozofię Crack Cloud - zespołu, a także rodziny, która dzieli ze sobą zarówno studio, scenę, jak i przestrzeń prywatną. Być może jeszcze o nich nie słyszeliście, ale po tegorocznym Soundrive Festival na pewno wiele osób będzie o nich mówić.

Crack Cloud to przedsięwzięcie niekonwencjonalne, związane z muzyką i z filmem, powołane w ramach walki z demonami przeszłości, a przez członków kolektywu nazywane wręcz sposobem na przetrwanie. Z czym muszą się mierzyć? Na przykład wokalista i perkusista Zach Choy - którego korzenie z jednej strony sięgają Walii, z drugiej Chin - stracił ojca w wieku jedenastu lat i od tego czasu zmaga się z nałogiem alkoholowym. Innym przykładem jest Mohammed Sharar - wokalista zajmujący się również samplami - którego rodzice są Pendżabczykami. W szkole mierzył się z rasizmem, a w bardzo konserwatywnym domu z przemocą.

 

Te wszystkie doświadczenie wywarły ogromny wpływ na muzykę Crack Cloud, która przypomina zarazem manifest, terapię i czyste szaleństwo, a sami muzycy są ze sobą tak blisko, że odpowiedzi na pytania postanowili udzielić zbiorowo.

Jarosław Kowal: Występy z siedmioosobowym zespołem nie mogą być łatwe, chociażby ze względów logistycznych, ale chyba są tego jakieś plusy?
Crack Cloud: To dynamika naszej rodziny sprawia, że cały czas jesteśmy zmotywowani i świadomi tego, dokąd zmierzamy.

 

Pamiętacie, kiedy po raz pierwszy zebraliście się i zaczęliście tworzyć muzykę?
W przeszłości wszyscy mieliśmy własne projekty, a natrafiliśmy na siebie dlatego, bo identyfikowaliśmy się z tym, co każdy z nas robił z osobna na poziomie konceptualnym, jeszcze przed założeniem Crack Cloud. Przez pewien czas byliśmy rozrzuceni po całym kraju, ale w końcu zebraliśmy się na Zachodnim Wybrzeży, żeby pchnąć to przedsięwzięcie naprzód.

 

Nie tylko występujecie razem, ale również dzielicie jeden dom, co nazwaliście programem odnowy. Na jakich zasadach to działa?
Pracujemy razem, mieszkamy razem i podróżujemy razem. Działamy jako otwarte naczynie od lat, co służy wspieraniu siebie nawzajem, niemniej jesteśmy także swoimi własnymi krytykami. To właśnie ten nieustający dialog, który towarzyszy nam w dorastaniu pozwala zachować kontrolę, a także krytykować kierunki, jakie obieramy w działaniach artystycznych czy w ogóle w życiu.

Co było największą pozamuzyczną trudnością, z jaką musieliście się zmierzyć, kiedy zaczynaliście Crack Cloud?
Dla niektórych z nas było to przezwyciężenie piętna, jakie wisiało nad nami jako niestabilnymi odmieńcami w środowiskach, w których dorastaliśmy. Proces wewnętrznego i zewnętrznego pojednania realizowaliśmy równolegle z tworzeniem zespołu, a właściwie zrodził się z artystycznego wyobrażenia pojednania i odbudowy. Crack Cloud jako koncept jest z natury rzeczy wyzwaniem i właśnie dlatego wierzymy w niego.

 

Traktujecie muzykę jako formę terapii?
W mniejszym lub większym stopniu ekspresja jest ważnym wentylem dla całej ludzkości. Byliśmy w stanie zanurzyć się w nią w całości, stanowi rozwinięcie naszych życiowych doświadczeń.

A czy stoi za tym jakaś misja? Chcecie nieść pomoc także osobom spoza zespołu?

Byliśmy młodzieżą pozbawioną podstawowych praw, możemy opowiadać pewne historie, ponieważ je przeżyliśmy. W solidarności z tymi, którzy czują więź z naszą muzyką odnajdujemy wiele inspiracji.

 

Wasza muzyka z jednej strony bywa porównywana do post-punka, z drugiej do hip-hopu - gatunków zupełnie do siebie niepodobnych. Może to znak czasów i podziały na gatunki powoli zanikają?
Nie jesteśmy tego pewni. Taka już chyba jest ludzka natura, że lubi klasyfikować i kwantyfikować, ale my tak naprawdę nigdy nie byliśmy tym zainteresowani. To nie nasza sprawa. Po prostu podążamy za sercami i tym, co wydaje się właściwe w danej chwili, co ma sens. Szczerze uwielbiamy wszelkiego rodzaju muzykę i sądzę, że nasza otwartość przejawia się na wiele sposobów, kiedy komponujemy.

Dużo czasu poświęcacie także materiałom wideo, na razie są to krótkie formy, ale może planujecie pełen metraż w przyszłości?
Przede wszystkim opowiadamy historie. Tworzenie muzyki jest w dzisiejszych czasach znacznie łatwiejsze i dlatego korzystamy z tego medium do dzielenia się naszymi historiami, ale chcielibyśmy zrobić z nich filmy, takie doświadczenie byłoby jeszcze bardziej instynktowne. Nasze dotychczasowe materiały wideo są pierwszym krokiem w kierunku zrealizowania tego marzenia.
 

Na stworzenie profilu na Facebooku nie zdecydowaliście się w ramach sprzeciwu?
Jako platforma do wyrażania siebie Facebook po prostu nie jest dla nas odpowiedni.

 

A co z nowymi technologiami w ogóle? iPhonami, wirtualną rzeczywistością, samochodami przemieszczającymi się bez udziału kierowców...
Mamy bardzo cyniczne podejście, jeżeli chodzi o technologię, ale jednocześnie jest dla nas czymś ekscytującym.

Kanada często jest postrzegana jako jedno z najlepszych miejsc do życia na naszej planecie - potwierdzacie?
To piękny kraj, ale Kanada jest skradzioną ziemią, a pojednanie z rdzenną ludnością jest niewystarczające i było ignorowane przez zbyt długi czas.

 

W Europie po raz pierwszy wystąpiliście dopiero w ubiegłym roku, publiczność tutaj i w Kanadzie czy w Stanach różni się w jakiś sposób od siebie?
Wszędzie jest inaczej. Zauważyliśmy, że nasze historie mają mniej sensu w niektórych miejscach w Europie, gdzie kwestie społeczne wyewoluowały w zupełnie inny sposób.

 

Crack Cloud wystąpią na Soundrive Festival 17 sierpnia, a scenę będą dzieli z między innymi Tommym Cashem, Hyukoh, Kero Kero Bonito, Whispering Sons, Let's Eat Grandma czy Eartgang. Więcej informacji TUTAJ.


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive