Ceremony - "In the Spirit World Now"

76%

To nie będzie jeszcze ten album, który określałoby się jako "powrót do korzeni". Cztery lata temu, po premierze "The L-Shaped Man", Ceremony definitywnie odcięło się od hardcore punkowch korzeni, co siłą rzeczy musiało wzbudzić skrajnie odmienne emocje wśród słuchaczy. "In the Spirit World Now" potwierdza jednak, że był to ruch właściwy.

W debiutanckim "Violence Violence" zasłuchiwałem się tygodniami, prawdopodobnie wciąż wskazałbym go jako najmocniejszy punkt w dyskografii Ceremony i prawdopodobnie nie miałbym nic przeciwko, gdyby Kalifornijczycy okazali się jednym z tych zespołów, które w kółko nagrywają to samo, ale zawsze na wysokim poziomie. Tak się jednak złożyło, że wokaliście zespołu, Rossowi Farrarowi, złamano serce, co przyśpieszyło proces i tak coraz wyraźniejszej transformacji brzmienia grupy i na poprzednim albumie uderzyli w post-punkowy ton bliski chociażby Joy Division. Czas uleczył jednak rany i dzisiaj poznajemy jeszcze inne Ceremony, co nie oznacza, że "In the Spirit World Now" nie jest intymne (na co wskazuje nawet tytuł albumu), ma natomiast znacznie więcej odcieni.

 

"Turn Away the Bad Thing" otwiera album zaprzeczeniem moich słów o uleczonych ranach. Już w pierwszym wersie pada: Coraz trudniej jest mi czuć się dobrze, a dalej jest o wiecznym szukaniu miłości i nieodnalezieniu jej w poprzednim, wciąż dręczącym we wspomnieniach związku. Różnica w stosunku do wcześniejszego albumu jest z kolei taka, że przygnębiający tekst nie został przetłumaczony na dźwięki. To skoczny, wpadający w ucho kawałek niemalże ocierający się o pop-punk i z całą pewnością najbardziej przebojowy w dyskografii zespołu. A przynajmniej przez trzy z czterech minut, wyłączając wolniejszy fragment we środku.

 

Utwór tytułowy podtrzymuje popowy ton już od pierwszych, lukrowano-syntezatorowych dźwięków. Pozostałe instrumenty pomijają dotychczasowe fascynacje punk rockiem i sięgają do samego źródełka rock'n'rolla - w prostocie łatwiej odnaleźć szczerość, która dodatkowo podkreśla intencjonalnie nieszczere wyznania miłości Farrara. "Further I Was" to swoiste zwieńczenie tego radosnego tryptyku, ponownie potencjalny przebój, ponownie z do przesady cukierkowym syntezatorem.

 

Zespół najwyraźniej miał świadomość, że nowe utwory można pogrupować i zdecydował się to podkreślić krótkimi przerywnikami. Po jednym z nich "Presaging The End" wprowadza bardziej stonowany nastrój, specyficzną śmietnikową romantyczność, jaka równie dobrze mogłaby wyjść spod palców Iggy'ego Popa jeszcze za czasów The Stooges. Syntezator tym razem niemalże cały czas milczy i w kolejnych "Say Goodbye to Them" oraz "We Can Be Free" również pełni funkcję tła.

 

Następny tryptyk, tym razem gitarowy, wieńczy jeszcze jeden monolog o charakterze przerywnika, a dalej musiało dojść do naturalnej konsekwencji rozszczepiania inspiracji, czyli do ich zderzenia. "Years of Love" inauguruje charakterystyczna dla post-punku, wysunięta na front gitara basowa, ale z czasem zostaje pożarta przez syntetyczne odgłosy rodem z kreskówki z lat 80. I tak już do końca - rock'n'roll w mniej lub bardziej zadziornym wydaniu, mniej lub bardziej przebojowy, z nieustannie zmienianymi proporcjami użycia tak niepasujących do reszty dźwięków klawiszy, że aż potrafią zafascynować.

 

"In the Spirit World Now" przypomina uchwycenie fragmentu procesu przemiany, nie nową, jeszcze niezdefiniowaną formę. Wiąże się to z niespójnościami, ale jak to często bywa - droga może okazać się bardziej interesująca od samego celu, a podróż z Ceremony po najnowszym odcinku ich trasy to zdecydowanie częściej podziwianie ciekawych widoków za oknem, niż wiercenie się w niewygodnym fotelu.


Relapse/2019


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive