Grimes - "Miss Anthropocene"

91%

Grimes od zawsze podąża za duchem czasów i nawet jeżeli jej piąty album goni trend, zamiast wyznaczać nowy, i tak podnosi poprzeczkę na znacznie wyższy poziom, a w dodatku doskonale wpisuje się w krajobraz współczesnego świata - od przeobrażeń wewnątrz muzyki pop po proekologiczny apel.

Drugi z tych elementów dotyczy luźnego konceptu, wokół którego oscylują wszystkie teksty odśpiewane na "Miss Anthropocene". Tytułowa postać to bogini zmian klimatycznych zainspirowana przez rzymską mitologię, bo skoro świat się zmienia, to czemu by nie zmienić dawnych mitów i nadać im bardziej aktualnego charakteru? Grimes ma tym samym nadzieję, że nadanie ludzkich cech zagrażającemu nam niebezpieczeństwu wzbudzi silniejszą reakcję odbiorców, ale to nadzieja płonna. Przykro to pisać, ale jednocześnie trudno mieć złudzenia, że misja otworzenia oczu przypadkowych osób zakończy się sukcesem. Być może zdoła natomiast pomóc nie przymykać powiek tym, którzy już patrzą z przerażeniem na zwiastuny wydarzeń, które lada moment mogą nadejść. A może cały ten koncept nie ma większego znaczenia, bo przecież sama Grimes przekonywała, że chce uczynić zmiany klimatyczne bardziej rozrywkowymi.

 

Przeobrażenia wewnątrz popu wiążą się natomiast z jego coraz wyraźniejszym zwrotem ku mrocznym, czasami agresywnym, czasami melancholijnym rewirom. Nie przypomina to jednak ponurej przebojowości lat 80., kiedy nawet utwory pokroju "Fade to Grey" Visage były w stanie urosnąć do rangi przebojów, czuć tutaj raczej dekadencki nastrój i rozpiętość inspiracji sięgającą od ethereal wave'u po nu metal. Inaczej pisząc, z "Art Angels" sprzed pięciu lat nie zostało prawie nic. Mniej jaskrawa Grimes jest jednak znacznie bardziej interesująca i już prosty perkusyjny bit oraz kilka syntezatorowych akordów z otwierającego krążek "So Heavy I Fell Through the Earth" ma dzięki tej nowej aurze zaskakująco wielką moc. Zniekształcony głos przypomina na tym tle zawodzenie zrozpaczonej zjawy i chociaż czasami trudno zrozumieć wypowiedziane za jego pomocą słowa, komunikat emocjonalny jest wyraźny.

 

W witch house'owe rewiry zmierza następny w kolejności "Darkseid" (skojarzenia z czarnym charakterem DC Comics nie są bezpodstawne), który pierwotnie powstał z myślą o EP-ce Lil Uzi Verta, ale kiedy ten postanowił całkowicie z niej zrezygnować, Grimes wykorzystała bit we współpracy z 潘Pan. Uzi ma czego żałować - to jeden z najbardziej intensywnych momentów albumu, a zarazem prawie najbardziej taneczny (prawie, bo pierwsze miejsce bezdyskusyjnie należy się "Violence"). W "Delete Forever" czujna producentka sięgnęła po kolejne przybierające na sile zjawisko - łączenie akustycznej gitary z wyrazistymi uderzeniami basu z pogranicza emo rapu, ale bez rapu; w "4ÆM" (które trafi na ścieżkę dźwiękową do gry "Cyberpunk 2077") fascynacja Bollywoodem spotyka się z banalnym drum and bassowym bitem w bardzo niebanalnej kombinacji; a w "New Gods" znaczenie buchającej patosem ballady osiąga nowe wyżyny. Każdy z tych dziesięciu (w podstawowym wydaniu) kawałków można by opisywać z osobna, jako zamknięte, niezależne światy, ale co ważniejsze, choć mają własny charakter, tworzą spójną, dogłębnie przemyślaną całość.

 

Na pewno nie każdego zadowoli zwrot w mroczniejszym kierunku, być może znajdą się nawet takie osoby, którym nie w smak będzie jawne zapożyczanie oddolnie formujących się najświeższych zjawisk w muzyce i poddawanie ich komercyjnej obróbce, ale ostatecznie najważniejszy jest rezultat, a ten przemawia jednoznacznie na korzyść Grimes. "Miss Anthropocene" to najambitniejsze dzieło w jej dorobku, a w dodatku wszystkie z założonych ambicji udało się od początku do końca zrealizować. Grimes w 2020 roku to Grimes w najwyższej formie.


4AD/2020



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive