London Grammar - "Californian Soil"

83%

Pełen emocji, niekiedy wręcz desperacki głos, pojedyncze dźwięki wystukiwane na klawiaturze fortepianu albo wyszarpywane ze strun gitary, delikatne uderzenia w talerze i werbel, długo wybrzmiewające akordy syntezatora - London Grammar operuje ściśle określonym zakresem środków wyrazu i chociaż wykonanie zawsze stało na wysokim poziomie, trudno było nie odnieść wrażenia, że to jeden z tych zespołów, które nieustannie odgrywają ten sam utwór. Aż do teraz.

Zawartość poprzednich dwóch albumów tria z Nottingham doskonale wpasowała się w dominujący trend w słuchaniu muzyki - poszczególne utwory dodawały smaczku wielu playlistom, doskonale pasowały jako chwilowe wyciszenie pomiędzy indie popowymi przebojami albo z drugiej strony mogły stanowić bardziej angażujący (dzięki przyciągającym uwagę melodiom) element zbioru chilloutowych kawałków.

 

Znacznie gorszy rezultat przynosiło przesłuchanie wszystkich piosenek z "If You Wait" oraz "Truth is a Beautiful Thing" jedna po drugiej - choć wciąż piękne, zestawione ze sobą ukazywały dość ubogą wyobraźnię ich autorów i autorki. "Californian Soil" to niespodziewany zwrot w kierunku ambitniejszej muzyki, ale zaskakująca nie jest przyczyna - Hannah Reid (wokalistka) przez ostatnie trzy lata gromadziła doświadczenia, nie pozostawała obojętna na coraz bardziej ponurą rzeczywistość i przekuła to wszystko na teksty wolne od banału, a wraz z Dotem Majorem i Danem Rothmanem także na muzykę złożoną z kilku dotąd nieznanych w brzmieniu London Grammar warstw.

 

Przychodzi na mój koncert jakiś idiota ze świata celebrycko-teatralnego i mówi, że historia, którą opowiadam [...] to jest publicystyka i że mówienie o gwałcie stało się obecnie bardzo powszechne w przestrzeni publicznej. Mówienie o nim jest jak "herbatka imieninowa u cioci" - to nie jest cytat z London Grammar, to cytat z ubiegłorocznego albumu Siksy i chociaż teksty Reid są bez porównania mniej dosadne, spotykają się ze zbliżonymi reakcjami. Wokalistka porusza temat nierównego traktowania kobiet i mężczyzn w branży muzycznej, z którym przez ostatnie pięć, może nawet dziesięć lat mierzyła się już nie jedna artystka i nie jedna o tym opowiadała, ale nie o powtarzalność refleksji można mieć pretensje, a o to, że zmiany zachodzą zbyt wolno i wciąż płeć ma wpływ na to, co wolno, a czego nie wolno, na wysokość zarobków albo na miejsce w programie festiwalu.

 

Po trwającym ponad dwie minuty, nieproporcjonalnie monumentalnym w stosunku do reszty albumu, przypominającym wręcz muzykę filmową intro, wybrzmiewa utwór tytułowy - słusznie usytuowany na tej pozycji. Reid podkreślała w mediach społecznościowych, że upatruje w tej kompozycji punktu zwrotnego w działalności London Grammar, opisywała ją jako coś oszałamiająco pięknego, do czego każdy dąży, a jednocześnie podszytego mrokiem. Wyraźnie pobrzmiewają w niej wpływy trip hopu, a sekcja smyczkowa zdaje się być wprost zaczerpnięta z twórczości chociażby Portishead. Z jednej strony stężenie melancholii jest wysokie, z drugiej da się wychwycić podnoszący na duchu optymizm, co zresztą pokrywa się z intencjami - tekst dotyczy odzyskiwania władzy nad własnym życiem.

 

Wyciszających i zarazem pobudzających momentów jest na "Californian Soil" więcej ("Missing", "Talking", "I Need the Night"), ale zdarzają się także taneczne, elektroniczne przerywniki - wciąż rzewne, choć okraszone wyrazistym beatem "Lord it's a Feeling", "Baby it's You" czy przede wszystkim wzywające do wkroczenia na parkiet "How Does it Feel". Jednym z najciekawszych fragmentów albumu jest natomiast "All My Love", nagrane niemalże a cappella, przejmujące, wywołujące ciarki i w pełni ukazujące wokalne możliwości Reid.

 

"Californian Soil" to najbardziej różnorodny, najbardziej osobisty i najambitniejszy album London Grammar. Fani i fanki poprzednich dwóch wydawnictw nie muszą się jednak obawiać - wyraziste różnice są rezultatem stopniowej ewolucji, a nie gwałtownej rewolucji. Zaskoczone będą natomiast te osoby, które dotąd pobłażliwie traktowały brytyjski zespół, jako co najwyżej zjadliwy, nastrojowy indie pop - to nowa jakość i materiał, do którego można wracać miesiącami.


Metal & Dust/2021



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive