Haasta: Nasza muzyka jest spontaniczna, a nie wykalkulowana

O ile rock progresywny ma się w Polsce świetnie, o tyle fusion na podobne zainteresowanie liczyć nie może. Haasta ma potencjał, by to zmienić - w ich muzyce łamańce i piękne melodie mówią jednym głosem. Zespół pracuje obecnie nad nowym albumem, więc porozmawiałem z jego basistą, Janem Banasiem.

Łukasz Brzozowski: Co bardziej sobie cenicie w muzyce - formę czy treść?

Jan Banaś: Zdecydowanie treść. Forma jest podporządkowana treści i nie jesteśmy do niej przywiązani. Niektóre utwory wymagają uporządkowanej struktury zwrotkowo-refrenowej, inne z kolei muszą stopniowo się rozwijać, dryfować między nastrojami.

 

Zacząłem od testu wyboru, ponieważ muzyka z okolic rocka progresywnego i fusion ma z reguły bardzo bogatą formę, ale z treścią bywa gorzej. Zgodzilibyście się z tym czy to niegodny powielania stereotyp?

Naszym zdaniem to niegodny powielania stereotyp, jak zresztą każdy stereotyp. Muzyka może być jednocześnie bogata w treść i mieć rozbudowaną formę, wszystko zależy od charakteru konkretnego utworu.

No dobrze, ale odpowiadasz ogólnikowo, a obydwaj wiemy, że w prog rocku łatwo o przesadę i nadmierne epatowanie technicznym warsztatem. Musicie się czasami gryźć w język przy komponowaniu czy jesteście na tyle ukształtowani, by nie pozwalać sobie na nieuporządkowany strumień świadomości?

Epatowanie warsztatem nigdy nie było naszym celem, ale nie jest też tak, że musimy świadomie się ograniczać w procesie kompozycyjnym. Naszym głównym dążeniem pozostaje spójność i opowiadanie historii dźwiękami. Nie sądzę jednak, że ta postawa stoi w sprzeczności z nieuporządkowanym strumieniem świadomości - kompozycja zawsze się od niego zaczyna i pozwalamy sobie na niego z premedytacją. Ostatecznego kształtu muzyka nabiera na długiej drodze odkrywania właściwych dźwięków i następstw, a żaden utwór nie jest skończony, dopóki nie mamy przekonania, że stanowi kompletną opowieść.

 

Jakie elementy na waszej liście muszą zostać odhaczone, abyście mieli pewność, że opowieść jest kompletna?

Nie mamy gotowej listy ani przepisu na utwór, zanim przystąpimy do tworzenia - po prostu to czujemy. Wszystko jest subiektywne i rozgrywa się w warstwie emocji, a nie rozumu.

 

Dotykasz ciekawej kwestii. Czy w muzyce tak zaawansowanej technicznie jak wasza jest miejsce na przewagę emocji nad rozumem? Gracie melodyjnie, ale te wszystkie struktury i zagrywki brzmią na bardzo dokładnie przemyślane.

Nie są przemyślane. Nasza muzyka jest spontaniczna, a nie wykalkulowana. Utwory rodzą się ze wspólnej improwizacji i nie przechodzimy dalej, dopóki nie nabiorą formy, która satysfakcjonuje nas wszystkich. Po prostu czujemy, że te dźwięki są właściwe, ten rytm odpowiednio buja i to brzmienie jest jedynym, które do danego fragmentu pasuje. Techniczne zaawansowanie muzyki jest produktem ubocznym tego procesu, a nie celem.

Mimo wspólnej improwizacji i pracy zespołowej, zauważyłem, że słuchacze doceniają przede wszystkim gitarowe partie Oli Ciecierskiej. Często jest zresztą wysunięta na przód w waszych numerach.

Gitara jest instrumentem prowadzącym w naszym zespole i jako taki ma przykuwać uwagę słuchaczy. Dla Oli melodia jest najważniejszą składową muzyki i daje temu wyraz swoją grą. Bardzo się cieszymy, że słuchacze to doceniają.

 

Wcześniej wspominałeś o tym, że chcecie swoją muzyką opowiadać historie. Czy brak wokali może to w jakiś sposób utrudniać?

Myślimy o tym trochę jak o poezji. Nie podajemy słuchaczom gotowej treści, którą mogliby dosłownie interpretować, zamiast tego proponujemy swojego rodzaju emocjonalny szablon, który można napełnić swoim własnym punktem widzenia.

 

Jakie mogą być punkty widzenia w tak usystematyzowanej muzyce instrumentalnej?

Wydaje mi się, że myślisz o tym zbyt dosłownie. Spróbuj wyobrazić sobie taką metaforę - naszą muzyką chcemy zabrać odbiorcę w podróż. Oferujemy mu środek lokomocji i atrakcje, które spotka po drodze. Kierunek, w jakim ta podróż będzie się odbywała zależy jednak od woli słuchacza i jego osobistej optyki. Każdy może dotrzeć w inne miejsce i przeżyć dzięki nam nieco inną przygodę.

 

No tak, ale wy ten kierunek swoją muzyką też wyznaczacie.

To tylko metafora. Chodzi o fakt, że zostawiamy odbiorcom stosunkowo duże pole do interpretacji i mamy nadzieję, że z każdym będzie ona rezonowała nieco inaczej. Pytałeś o nasz sposób opowiadania historii - rzecz polega na tym, że zostawiamy w niej niedopowiedzenia.

Istnieje w ogóle zapotrzebowanie na fusion/rock progresywny w Polsce?

Mamy świadomość, że siedzimy w pewnej niszy, ale gramy muzykę z wewnętrznej potrzeby, a nie z powodu koniunktury. Kwestię zapotrzebowania zostawiamy słuchaczom - wierzymy, że dobra muzyka zawsze znajdzie odbiorców i nasze granie może się przyczynić do wzrostu zainteresowania, ale na pewno nie jest to naszym celem. Pewną zaletą naszej instrumentalnej formuły jest fakt, że łatwiej dotrzeć nam do publiczności poza Polską.

 

Nie chodzi o koniunkturę, nie zarzucam jej wam, pytam o realne zainteresowanie - będzie miał kto przyjść na wasze koncerty po pandemii?

Sprawdźmy - 10 lipca gramy w Gdańsku. Jesteśmy dobrej myśli. Dostajemy pozytywne sygnały od ludzi, którzy czekają na okazję, by zobaczyć nas na scenie.

 

Wspomniałeś o rynku zagranicznym. Taki Plini, ze swoją wyjątkowo zagmatwaną mieszanka rocka i jazzu, ma tysiące fanów na całym świecie i oddane grono słuchaczy. Jak myślisz, z czego to wynika?

Super, że przywołałeś właśnie Pliniego - jest jednym z naszych idoli. Wydaje mi się, że jego sukces bierze się z unikalnego połączenia niesamowitej wirtuozerii z niewymuszonym urokiem muzyki. Słychać, jak dużo dla niego znaczą melodia i artykulacja, a dbałość o detale jest nie do przeoczenia. Zwróć uwagę, jak bardzo piosenkowy charakter ma większość jego utworów. Ludzie śpiewają te refreny na koncertach. Ta piosenkowość stanowi dla nas inspirację i mamy nadzieję, że pobrzmiewa w naszych dźwiękach.

Zauważam ją u was, fakt, ale to chyba nie jest proste, by sama gitara robiła taką melodię bez wsparcia wokalnego.

To bez znaczenia, trudność jest taka sama w przypadku gitary, jak w przypadku wokalu - trzeba odkryć odpowiednią melodię. Różnica polega na odbiorcy - głos ludzki jest najbliższy publiczności z wielu względów i wielu słuchaczom trudniej poczuć więź z muzyką, która powstaje bez jego udziału. To się być może przekłada na wyższy próg wejścia do muzyki, ale melodię przecież może skutecznie realizować każdy instrument - u nas najczęściej jest to gitara, czasem bas. Sama melodia to jednak nie wszystko. Muzyka oferuje bogactwo sposobów na jej osadzenie - odpowiednią harmonią, interesującą rytmiką czy zaskakującym brzmieniem. To jest element dbałości o detale, o której wspomniałem przy okazji Pliniego.

 

Na koniec pytanie o nowy album - macie już napisane konkretne utwory czy grzebiecie w nieco mniej uporządkowanych pomysłach?

Mamy już skończoną część materiału na płytę, część jest rozgrzebana, a część na pewno jeszcze się narodzi. Mamy jednak świadomość, że najlepszym motywatorem do pracy jest wyznaczony termin realizacji, więc zależy nam na tym, by płyta ujrzała światło dzienne jeszcze w bieżącym roku. Zdecydowaliśmy się już na tytuł - będzie się nazywała "Kurki i grzybki".

 

Skąd ta naiwna słodycz? Faktycznie waszymi inspiracjami są kurki i grzybki?

Z całą pewnością nie chodzi o to, że kurki i grzybki są naszą inspiracją. Te słowa przyszły do nas przypadkiem, na zasadzie burzy mózgów podczas pracy nad tytułowym utworem. Podoba nam się ich brzmienie i wieloznaczność, którą chcemy podkreślić oprawą wizualną płyty. Ten tytuł jest też wyrazem swobody, którą czujemy w procesie twórczym i ma za zadanie zachęcić odbiorcę, żeby dał się jej ponieść.

 

fot. Same Soul Music Agency


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive